Wojna trzydziestoletnia pokazała miastu swe złe oblicze w sposób bardzo
nieprzyjazny.
W tym czasie bowiem od 1622 roku rozpoczęły się procesy czarownic, których
wynikiem były setki ofiar. W Jeseniku wiemy o 102 osobach, które zostały spalone
na stosie koło drogi wiodącej do uzdrowiska. Chaos spowodowany długim okresem
wojennym we wszystkich sferach życia tylko powoli ustępował miejsca spokojnej
pracy miejskich rzemieślników.
Po podziale Śląska w 1742 r. miejscowe
płóciennictwo bardzo cierpiało utratą możliwości wywozu towaru do Wrocławia i
trwało jeszcze długi okres czasu zanim te nieprzyjazne skutki zostały
przynajmniej częściowo ograniczone dostarczaniem towarów na półwysep
Bałkański.
Prawdziwą zarazą duchową i przykładem głębokiego upadku moralnego można nazwać
procesy czarownic pod patronatem inkwizycji, które były przeprowadzane w
latach
1662 - 1684 w Jeseniku ówczesnym Frywaldow.
Wraz z losinskimi i
szumperskimi procesami kraina ta wiedzie smutny prymat w kulturowych dziejach
tego regionu.
Początki wiary w istnienie diabła i jego sprzymierzeńców -
czarowników i czarownic , można zauważyć już w starożytności. Jednakże
największa fala prześladowań - szczególnie kobiet - przychodzi w średniowieczu i
na początku okresu nowożytnego. Obrońcami wiary w demony i czarownice oraz osób
prześladowanych były tak znane osobistości jak założyciel scholastyki Tomasz z
Akwinu, polityk i znakomity prawnik Jean Baudin, król Jakub I, czy założyciel
wiary protestanckiej Martin Luther i kalwinizmu Jan Kalvin.
Połączenie
absurdalnych zabobonów ze specyficzną formą postępowania karnego inkwizycji
stało się batem, przed którym zaczęła się trząść większa część Europy.
Dokumentem, który zapisał się w dziejach procesów była bulla papieska papieża
Innocenta VIII Summis desiderantes z 1484 roku, która doprowadziła do napisania
jednej z najstraszniejszych ksiąg ludzkiej cywilizacji Młot na czarownice
(Malleus maleficarum).
Była ona po raz pierwszy wydana w 1487 roku a jej
autorami byli doświadczeni dominikańscy inkwizytorzy Jakub Sprenger i Henryk
Institoris (Krammer). Młot ...szybko się stał podstawowym podręcznikiem przy
prowadzeniu procesów z potencjalnymi czarownikami i czarownicami. Zrozumiałe
jest, że w klimacie wiary w diabła i jego sprzymierzeńców tylko nieliczni
zdołali oficjalnie postawić się przeciwko polowaniu na czarownice.
Do
najbardziej znanych przeciwników procesów możemy zaliczyć holenderskiego lekarza
Jana Weyerra, trewirskiego kanonika Cornelise Loose, angielskiego
szlachcica
Reginalda Scotta, francuskiego filozofa Michela de Montaigne,
niemieckiego jezuitę Fridricha von Spee, naszego Jana Amosa Komenskiego a w
późniejszym okresie kalwińskiego teologa Baltazara Thomasiuse.
Stosy z
podejrzanymi sługami diabła najczęściej płonęły w 17 stuleciu na ziemiach
niemieckich, Szkocji i Francji przy czym praktycznie ustały w Hiszpanii,
Włoszech i Holandii. Najmniej procesami dotknięte były północne kraje takie jak
Dania i Norwegia oraz w pewnym stopniu Szwecja oraz wschodnia prawosławna Europa
i Bałkany, które wówczas były pod tureckim panowaniem.
Na ziemiach
czeskich, w okresie przed wojną trzydziestoletnią, były pojedyncze procesy
czarownic (prawdopodobnie pierwszy przypadek stał się w 1540 roku w Nachodzie).
Również na Śląsku doszło do procesów czarownic tylko w rzadkich przypadkach. W
latach 1456 - 1503 przeprowadzono kilka procesów w okolicy Wrocławia (np.1456,
1458, 1503 roku ). Jednak prawdziwe polowanie na czarownice nastąpiło w 17
stuleciu i osiągnęło wręcz olbrzymich rozmiarów.
Procesy czarownic pod
patronatem inkwizycji na dzisiejszym Jesenicku (ówczesnym Frywaldowsku), które w
tym czasie były częścią nysko - otmuchowskiego księstwa , można podzielić na 3
etapy. Pierwszą z jej ofiar stała się żona jesenickiegio pasterza
Barbara
Schmiedova, którą w lecie 1622 roku na łożu śmierci leżący obwinił jej mąż jako
czarownicę. Nieszczęsna kobieta była od razu aresztowana i w torturach
przesłuchiwana.
W tych okolicznościach był zwołany trybunał sądowy, w czele
którego stał biskupi adwokat Jan Grosser i sędziowie miejscy Kaspar Schmidtz
oraz Melchior Wilden. Oskarżona Barbara w mękach obwiniła kolejnych pięć kobiet,
które miały być na usługach diabła. Między nimi była żona jesenickiego radnego
Urszula Heger, sklepikarka
Ewa Brasler i inne. O brutalności przeprowadzania
przesłuchań świadczy przykład
Marty Wetzel, którą znaleziono 21 sierpnia w
więzieniu ze skręconym karkiem. Mimo tego przed wrocławską bramą była jej ścięta
głowa i pochowana pod szubienicą. Pierwsza kobieta oskarżona o czary , Barbara
Schmid, była spalona na stosie 3 lipca 1622 roku w Nysie a pozostałe podejrzane
czarownice pod koniec sierpnia w Jeseniku. Na podstawie protokołu w aktach
sądowych w pierwszym etapie procesów przesłuchano 35 osób. Zeznania kobiety z
Horniho Udoli świadczy o tym, że początkowa fala procesów inkwizycji rozszerzyła
się z Jesenika na okolice i Złote Hory.
Druga fala tych strasznych
zbrodni przyszła w roku 1636 i dominowała głównie na obszarze Złotogórskim i
Nyskim. Nie znamy bezpośredniego impulsu, który wznowił procesy jednakże znamy
głównego prowokatora nowej inkwizycyjnej fali. Był nim biskupi prokurator
dr
Martin Lorenz z Nysy. W tym czasie procesy tak się rozrosły, że we wrześniu 1636
roku zarząd ziemi nyskiej wydał pozwolenie na budowę pieców spalających
"sprawiedliwie skazanych zwolenników diabła, czarownic i złych duchów".
W
trochę inny sposób postrzegał te procesy ówczesny wrocławski biskup Karol
Ferdynand, który zadecydował o powołaniu komisji mającej na celu badanie
wymierzonych wyroków ponieważ procesy zaczynały być dla śledczej komisji sądowej
zyskownym przedsięwzięciem. Świadczy o tym np. fakt, że zarząd ziemski w Nysie
zyskał z egzekucji 11 osób 351 talarów, przy czym radni, burgrabia i inni
członkowie trybunału otrzymali średnio 9-18 talarów.
Prawdopodobnie już nigdy
nie zdołamy się dowiedzieć ile naprawdę ofiar pochłonęła druga fala procesów
czarownic w latach 1636 - 1648. Protokoły zawierające ogólnikowe informacje
mówią o 26 ofiarach co tworzy ułamek skutecznej ilości ofiar. Już sam fakt, że w
1641 roku, przy czterech zbiorowych egzekucjach spalono 16 osób. Z innych źródeł
wiemy, że
w latach 1639 - 1651 w księstwie nyskim spalono 242
osoby.
Najstraszniejszy okres procesów czarownic w nysko - otmuchowskim
księstwie miało początek w 1651 roku i objęło przede wszystkim Jesenik, Nysę,
Głuchołazy i Złote Hory.
Na początku znowu było bezpodstawne oskarżenie, tym
razem chłopca z Szerokiego Brodu, że podobno uczestniczył w sabacie z jedną
tamtejszą czarownicą. Prawdopodobnie pierwszy wyrok śmierci, na tym etapie w
latach 1651 - 1648, był wydany 23 maja 1651 roku w Nysie na Urszulę Schnurzel z
Szerokiego Brodu. W orzeczeniu czytamy, że " ciężko przeciwko przykazaniom Bożym
zgrzeszyła, od Boga, jego Matki i wszystkich miłych świętych się odwróciła a
duszą i ciałem oddała się przeklętemu piekielnikowi Rolandowi, z którym
wielokrotnie fizycznie obcowała, wielebną świętość zniesławiła oraz wielu
ludziom czarami uszkodziła ...". 7 czerwca tego samego roku jej los podzieliło
dalszych pięć kobiet a 19 czerwca były spalone. Procesy się rozrastały do takich
rozmiarów, że znowu doszło do zbiorowych egzekucji. Na przykład we wrześniu 1651
roku przy 4 zbiorowych egzekucjach życie straciło 32 osoby w tym po raz pierwszy
mężczyzna oskarżony o czary. W dalszych egzekucjach, 20 września, spalono 9 osób
przy czym inne źródła podają, że przy 11 zbiorowych egzekucjach spalono 54
osoby.
W tym to czasie po raz pierwszy spotykamy się z imieniem późniejszego
losińskiego i szumperskiego inkwizytora Henryka Franciszka Bobliga z Edelstatu
(dzisiejszych Złotych Hor). Był on członkiem trybunału ale także pilnym i
aktywnym uczniem inkwizytora z Nysy Ferdynanda Zachera. W czasie najbardziej
intensywnych polowań na czarownice znowu wkroczył na scenę, jak przed laty,
biskup Karol Ferdynand, który ostrzegał hetmana Jerzego, hrabiego z Hodic, przed
"zbyt dokładnym i niebezpiecznym prowadzeniem procesów." "Wydaje nam się ..."
pisał dalej "jakby jednej albo i więcej osobom przytrafiło się zbyt wiele, jakby
były aż nadto zastraszone i męczone." Niestety ani swoją uwagą biskup niczego
nie zdołał powstrzymać a procesy w niezmienionej formie trwały
dalej.
Między wyrokami śmierci z końca 1651 roku znajdziemy kilka
przypadków, które różniły się od wcześniejszych. Chodzi o wyroki nad osądzonymi
dziećmi. Jak dowiodły późniejsze badania, orzeczenia wyroków nie mówią o wieku
skazanej osoby ale o okresie, w którym podobno mieli być na usługach diabła.
Wyjaśnienie tego zjawiska można znaleźć w staraniach inkwizytorów aby udowodnić
biskupowi, że niezbędne jest - i przez rosnące protesty - wytrwać w prowadzeniu
procesów przeciwko wieloletnim sprzymierzeńcom diabła. Dlatego też w czasie
trwania wizytacji biskupa w Jeseniku w 1651 roku ,
doszli do wniosku, że
wprawdzie wszyscy obywatele miasta są katolikami ale połowa z nich
prawdopodobnie oddaje się zakazanym praktykom. Również europejska gazeta
Theatrum Europeum z 1652 roku opisuje Śląsk jako kraj przepełniony czarownicami
i złymi duchami. W samych Złotych Horach podobno 8 katów miało "pełne ręce
roboty ze ścinaniem i paleniem przy czym na raz mogli dać do pieca 6-8 sztuk
tego plewa czarownic."
Ostatnie znane jesenickie wyroki śmierci
pochodzą z lat 1683 - 1684. Pod koniec listopada 1683 roku był ogłoszony wyrok
na Kaspara Gottwalda a w lutym 1684 roku na
Annę Stenzel i jej córkę Rozynę.
Cała trójka pochodziła z Domaszowa . W protokole znajduje się, że : "Rozyna przy
trzykrotnym przesłuchaniu za każdym razem dobrowolnie się przyznała, że swą
matką zwiedziona straszliwemu zbrodni czarnej magii się oddała, na widłach przez
komin leciała, na diabelskie spotkania na pastwiska przybywała, gdzie zgodnie z
tradycją czarownic tańczyła." W 1653 roku zostaje ogłoszony wyrok na dwie
kobiety z Opawy a w 1667 roku spalono 16 osób w okolicach na Raciborza.
Prawdopodobnie ostatni znany śląski proces się odbył w 1740 roku w Ścinawie nad
Odrą. Niebezpieczeństwo jednak nie było całkowicie zażegnane. Jeszcze w 1775
roku mieszkańcy Nysy i okolic próbowali wywołać nową falę prześladowań kobiet
oskarżanych o czary ale próba ta była później odkryta jako zwyczajne
donosicielstwo i pomówienia.
Na koniec bardzo ważne jest podsumowanie
całkowitej ilości ofiar polowania na czarownice.
Dokładne informacje chyba
już nigdy nie będą stwierdzone ale na podstawie najwierniejszej oceny procesy w
księstwie nysko-otmuchowskim a przede wszystkim w rejonie Jesenika w latach
1622-1684 pochłonęły przynajmniej 250 osób. Realna liczba będzie jednak dużo
większa.
|